poniedziałek, 12 maja 2014

III Muzyczna Ćwiartka - Piła 01.05.2014 r.

tak oto minął rok od pierwszego startu w zawodach biegowych. Jest więc pierwsza okazja do weryfikacji postępów. Dodatkowo organizatorzy wprowadzili czynnik motywujący w postaci medali w z różnych "kruszców". Pierwsza setka otrzymywała na mecie medal "złoty", druga setka "srebrny", a pozostali "brązowy". Byłem więc wystarczająco "umotywowany do przebiegnięcia 10 km (i przespacerowania honorowo 500 metrów, aby razem wyszedł ćwierćmaraton). Start zaliczam do udanych. 156 miejsce w stawce ponad 550 osób. Czas netto 00:46:10. 

niedziela, 11 maja 2014

Warszawa na dwa podejścia

Korzystając z wyjazdów do Warszawy związanych z koncertem Sixto Rodrigueza oraz startem w II Orlen Maratonie postanowiliśmy wydłużyć nasze wyjazdy, aby choć trochę "liznąć stolycy". W ten sposób udało nam się powłóczyć trochę po Łazienkach Królewskich i przy okazji zobaczyć Belweder, ulicą Nowy Świat przejść na Krakowskie Przedmieście z Pałacem Prezydenckim oraz pospacerować po Starym Mieście. Oczywiście wszystko to ze świadomością pobieżnego poznawania tych miejsc. Odwiedziliśmy też Stadion Narodowy, przy którym rozlokowano biuro zawodów II Orlen Maratonu. Duże wrażenie wywarło na nas również zwiedzanie Muzeum Powstania Warszawskiego. Bardzo Polecamy odwiedzenie tego miejsca. Muzeum jest bardzo nowoczesne i multimedialne, a ekspozycje docierają swym wyrazem do głębi. Radzimy też zarezerwować sporo czasu na zwiedzanie. Nam zajęło ono cztery godziny, choć na stronie internetowej muzeum wskazywano na dwie.
Spacerując trafiamy też przed radiową Trójkę na Myśliwiecką 3/5/7.
Z lokali gastronomicznych polecamy "Gaumarjos" z gruzińska kuchnią (w szczególności chinkali, czebureki i chaczapuri) przy ul. KEN oraz włoską restaurację Carpaccio - Cucina da Fabio na Nowym Mieście.
Całą wycieczkę rozłożyliśmy na dwa podejścia (30-31.03.2014 i 12-13.04.2014). Mamy jednak świadomość, że aby poznać wszystkie uroki i zabytki stolicy potrzebowalibyśmy znacznie więcej czasu.




















czwartek, 1 maja 2014

II Orlen Marathon - 13.04.2014

Minął tydzień od startu w półmaratonie w Poznaniu. W ubiegłym roku postanowiłem sobie, że na 40-te urodziny przebiegnę maraton. Start wypadł na dwa dni przed nimi -13.kwietnia 2014 roku w II Orlen Marathonie. W Warszawie wylądowaliśmy już w sobotę i dzień poświęciliśmy na zwiedzanie miasta. Pod koniec dnia udaliśmy się pod stadion narodowy, gdzie znajdowało się biuro zawodów. Pierwszy raz uczestniczę w tak dużej imprezie, ale wrażenie robi dobra organizacja. Słuchając bardziej doświadczonych biegaczy, można było utwierdzić się w tym przekonaniu. Widać, że główny sponsor i pozostali sponsorzy nie skąpią kasy na organizację. Przy okazji wszedłem na Stadion Narodowy, gdzie było pasta party. Makaron z Biedronki nie był najgorszy.
Start maratony zaplanowano na 9:00. Wstałem o 7:00. Zjadłem śniadanie. Niestety błędem - o czym przekonałem się później - było zjedzenie owoców i jogurtu z musli. O 8:00 wyszedłem z hotelu na autobus. Dobrze, że obserwowałem pasażerów, bo wsiadłem nie do linii, którą wcześniej planowałem jechać, lecz do tej którą jechało więcej osób w koszulkach sponsorskich imprezy. Dzięki temu dojechałem bezpośrednio pod sam stadion. Przebieralnia, zdanie ciuchów do depozytu i już jestem w swojej strefie startowej. Planowany bieg w czasie 4h30min. Nasi pacemakerzy podgrzewają atmosferę. Okazuje się, że nie tylko ja mam przed sobą pierwszy maraton. Strzał startera. Ruszamy. Dopiero po 6 minutach przebiegamy przez linię startu. W międzyczasie pozdrawiamy biegnących naprzeciw nas uczestników biegu na 10 km. Początkowo biegnie się spokojnie. Niestety na siódmym km odezwał się pęcherz, więc konieczny był "skok w bok". Do 21 km jakoś zleciało.Wtedy niestety przypomniało o sobie poranne śniadanie i to w najgorszej wersji czyli problemów żołądkowo - jelitowych. W ten sposób na 27 km musiałem odwiedzić toi-toia. Dogonienie moich peacemakerów zajęło mi 5 km. Kryzys pojawił się na jakimś 38 km. Drobny kurcz zatrzymał mnie na chwilę, ale nie poddałem się. Czas na mecie 4:38:36 brutto (4:32:43 netto ze średnim czasem 6:27 min/km). Jak na pierwszy raz myślę, że nieźle. Pod koniec biegu zrobiło się zimno, wiec na mecie trochę przemarzłem co skończyło się katarem. Nawet później zbytnio mnie nogi nie bolały, a i byłem w stanie jakoś funkcjonować.
Pewnym zgrzytem wydaje mi się oferowanie biegaczom na mecie grillowanej kiełbasy. Odbijała mi się przez cały dzień.
Teraz trzeba znaleźć kolejny cel.